| Woody,
książę (New) Yorku |
Natalia Schmidt
Słowa, które brzmią jak zaklęcie, jak magiczna formuła otwierająca
bramy Sezamu, klucz do poznania pewnej tajemnicy. Kartka pocztowa
wysłana z Nowego Jorku. Nadawca: Joel Fleischman, lekarz po praktyce
w miasteczku Cicely na Alasce, dokąd "niełaskawy" los
rzucił go na kilka lat. Pragnienie powrotu do rodzinnego miasta
nawiedzało go tam systematycznie, zawsze nosząc znamiona nostalgii,
podsycanej przez filmowe obrazy Nowego Jorku. I kiedy doktor wyrusza
w niezwykłą podróż w poszukiwaniu swego miejsca w życiu - odsunąwszy
zasłonę pajęczyny w czarodziejskiej grocie, gdzieś pod kołem podbiegunowym,
odnajduje tam...migoczące w oddali światełka Manhattanu. Po "czterdziestu"
latach wygnania na pustyni, Żyd - tułacz dociera do ziemi Kanaan,
Ziemi Obiecanej.
Film, o którym mowa, to obrosły legendą serialu kultowego "Przystanek
Alaska". Wspomniany wątek, nie będąc tematem tej pracy, wymownie
obrazuje ideę, która ma jej przyświecać.
Nowy Jork - jednocześnie kulturowo bliski Europie i będący "mikrokosmosem
Ameryki, skupiającym w sobie jej etniczne, religijne, seksualne
i polityczne podziały"1często funkcjonuje w kinie jako metafora
stanu umysłu, rozchwianej psychiki współczesnego człowieka. To kraina
neurotycznych intelektualistów, gangsterów, młodocianych kontestatorów,
ekscentryków. Kwintesencja ludzkich poszukiwań, dążeń, marzeń, chaosu
i sprzeczności, estetyczny dziwoląg, eklektyczna wieża Babel. Jest
czymś więcej niż aglomeracją miejską, to także "przekonanie,
obraz, idea"2 , "miasto faraoniczne, pełne obelisków i
iglic"3.
Dlaczego ludzie żyją w Nowym Jorku? "Nie łączą ich żadne związki,
lecz rodzaj wewnętrznej elektryczności, mającej swe źródło w absolutnym
bezładzie. Wytwarzane przez sztuczne skupisko magiczne odczucie
stykania i przyciągania (...). Nie istnieje, oprócz czystej ekstazy
bezładu, żadna inna racja, by w nim żyć."4 To wypowiedź człowieka,
który dotarł tam, dokąd ja mogę na razie zdążać jedynie po celuloidowej
ścieżce za twórcami, z których wizji układam sobie klocek po klocku
własne wyobrażenie Nowego Jorku. Wiodą mnie tam Scorsese, Coppola,
Spike Lee, Wayne Wang. Ale przede wszystkim - Woody Allen. Ruszam
za obrazem mojego marzenia.
Przystanek Manhattan
"...Najpierw onieśmieliłeś mnie swym pięknem, Nowy Jorku..."
Leopold Sedar Senghor
Pierwsze ujęcia "Manhattanu" ( 1979 ): monumentalizm drapaczy
chmur, sfilmowanych na czarno - białej taśmie, muzyka Gershwina
( " Rhapsody in Blue"), sztuczne ognie rozkwitające nad
miastem ( Disneyland !?) - oto wkraczamy w krainę baśniową. Cisną
się na myśl sakramentalne słowa: " dawno, dawno temu, za górami
i oceanami było sobie Miasto". Allen spełnia i to oczekiwanie
w nieco tylko zmodyfikowany, literacki sposób: Rozdział pierwszy.
Uwielbiał Nowy Jork, ubóstwiał ponad wszelką miarę...
Na pierwszy rzut oka - pean na cześć miasta, apoteoza ideału urbanizacyjnego.
Jednak odpowiedź Allena na pytanie: " Czy Manhattan jest dla
Pana miastem ze snu?" oscyluje między sprzecznymi uczuciami:
"Kiedy o nim myślę jestem wściekły
i sfrustrowany, ale jest to ten sam rodzaj frustracji jak ten, którego
doznaje mąż w stosunku do swojej żony. Piana mi cieknie z ust, kiedy
na mojej ulicy gromadzą się stosy pojemników na śmieci, albo gdy
w niedalekim sąsiedztwie banda rozwydrzonych nastolatków zabija
człowieka(...) W "Manhattanie" nie atakuję Nowego Jorku,
celem moich ataków są korzenie zła. Nie jest to film, w którym chciałbym
powiedzieć : utrzymujcie w czystości Central Park, ale uporządkujcie
i oczyśćcie wasze życie emocjonalne, bo jeśli tego nie zrobicie,
nigdy nie będziecie w stanie uporządkować Central Parku."5
Baudrillardowski chaos, stanowiący o istocie trwania tego molocha
(ową paradoksalną " ekstazę bezładu"), Allen kwestionuje
swoim " wołaniem na puszczy" o poukładanie - to wewnętrzne,
osobiste, dotyczące uczuć, związków, hierarchii wartości. Przypomina
płomiennego kaznodzieję, apostoła przeszłości, " kiedy to Nowy
Jork był miejscem równie romantycznym, zwyczajnym i prostym, jak
muzyka Gershwina, jak stare fotografie."6 Nad tym najbardziej
europejskim miastem Stanów Zjednoczonych, Mekką kulturalną, unosi
się duch dekadencji tej kultury i jej umasowienia, a " telewizja,
muzyka, większość filmów, politycy i architektura osiągają poziom
równie mizerny, jak poziom staroci i żelastwa."7
Przeszłość wydaje się być jedną krainą taką, w której jest trochę
szczęścia(...), krajem lat dziecinnych, czytelnym i uporządkowanym.
Dlatego właśnie w swoich filmach Allen epatuje nas muzyką jazzową,
której wszechwładność zakończyła się wraz z nadejściem ery rock
and rolla i dziś, podobnie jak muzyka klasyczna, stała się częścią
kultury wyższej, "niepopularnej"; dlatego lubuje się w
wysmakowanych zdjęciach ( współpracował z najwybitniejszymi operatorami
- Gordonem Willisem, Svenem Nykvistem, Carlo Di Palmą ) podkreślających
ambiwalentną urodę wysokościowców, jakby na przekór pesymistycznej
wizji " anty- architektury, odhumanizowanej, dzikiej, nie zważającej
na potrzebę bezpieczeństwa, dobrego samopoczucia czy ideałów ekologii."8
Dlatego wskrzesza legendę Broadwayu (" Danny Rose z Broadwayu",
1984, "Strzały na Broadwayu", 1994), dlatego zabiera nas
wraz z bohaterami na stare , klasyczne filmy ( " Filadelfijska
opowieść" w " Złotych czasach radia" z 1987 roku,
Bergman, komedie braci Marx... )
To jest świat, w którym w kolejce można spotkać Marshalla McLuhana
( " Annie Hall", 1977), gdzie wciąż czyta się Strindberga,
Dostojewskiego, Kafkę...
Modernistyczna wizja nowojorskiej socjety według Allena (a w "Manhattanie"-według
Isaaca Davisa ) kłóci się z "rzeczywistością rozwarstwionego
estetycznie i moralnie miasta"9, co nie znaczy, że nie jest
on świadomy tej sprzeczności. Arystokracja ducha również okazuje
się - pod przysłonami swoich kulturalnych pretensji - "społeczeństwem
wypranym z wrażliwości przez telewizję, narkotyki, fast food, hałaśliwą
muzykę i pozbawiony uczuć, mechaniczny seks, wymyślającym sobie
niepotrzebne, neurotyczne problemy, bo to odciąga ich od konieczności
zajmowania się okropnymi i nierozwiązywalnymi problemami świata."10
Ale - o dziwo- pomimo ubóstwa duchowego, materializmu i narcyzmu
całego tego światka - wniosek jest zawsze ten sam - Isaac Davis
( Harry Block, Alvy Singer... Woody Allen ) nie mógłby funkcjonować
poza Nowym Jorkiem, który był jego miastem i zawsze nim będzie.
Tak się przynajmniej zdaje. Ale o tym później.
Bo " ...przede wszystkim chodzi o rytm miasta. Wystarczy wyjść
na ulicę, żeby go wyczuć. Setki dobrych restauracji, tysiące wspaniałych
obrazów, wszystkie stare i nowe filmy. Chodzi o nerwy, o krew, która
dzięki temu wszystkiemu pulsuje w mieście. Jest niebezpiecznie,
hałaśliwie. Nie ma spokoju, ale dlatego człowiek czuje się bardziej
żywy.11"
Przystanek All(i)enacja
"W Nowym Jorku wir miasta jest tak potężny, a siła odśrodkowa
tak wielka, że sama myśl o byciu we dwoje, o dzieleniu z kimś życia
wymaga nadludzkiego wysiłku. To przeciwieństwo Arki, na której zwierzęta
zaokrętowano w parach(...).Na nowojorską Arkę każdy wchodzi samotnie
i każdego wieczoru sam musi poszukiwać ostatnich ocalonych na ostatnie
party.12"
Wyobcowanie i zdawkowość kontaktów Allenowskich nowojorczyków różni
się nieco od wizji Baudrillarda. Bohaterowie myślą o byciu we dwoje,
uparcie szukają (jednak nie przelotnych, jednonocnych przygód),
wierząc, że może wreszcie "trafi swój na swego". Ich starania
- tak, ich nadludzkie wysiłki - rzadko kończą się powodzeniem (Isaac
i Tracy w "Manhattanie", Mickey i Holly w "Hannah
i jej siostry", 1986), a otwarta forma opowieści zmusza nas
do wątpliwości, czy aby na pewno ich historia przetrwa.
"Nawet nie dramatyzując, najskromniejszy obiektywizm ukazywał
absurd PARYŻA, życia w stadzie. Skoro już pomyślał o poetach, łatwo
było przypomnieć sobie wszystkich tych, którzy denuncjowali samotność
człowieka wobec człowieka, śmiechu wartą komedię ukłonów, przeproszeń
w czasie mijania się na schodach (...).
Jedynie seksualny i biologiczny optymizm mógł ukrywać przed niektórymi
z nich ich izolację (...). Kontakty w czasie działania, w czasie
pracy, w łóżku, na stadionie były kontaktami gałęzi i liści dwóch
drzew, które krzyżują się i pieszczą, podczas gdy pnie pozostają
pogardliwie i niezgodnie równoległe."13 Zatem nie jest to jedynie
nowojorska specjalność, lecz domena wszystkich wielkich miast, ergo:
całej współczesnej cywilizacji. Głównym czynnikiem rozkładu więzi
jest ruch, tempo, gwałtowność zmian, pracoholizm, wszystko, co sprawia,
że twarze przesuwają się wokół jak w migotliwym kalejdoskopie. To
w Nowym Jorku jednak najwyraźniej realizują się te zjawiska.
Bohaterowie Allena próbują odnaleźć się w społeczeństwie trzeciej
fali, ale, po pierwsze, jedyną ucieczką mogłoby być życie w zgodzie
z naturą, z dala od miasta (a oni przecież nie umieją funkcjonować
poza Nowym Jorkiem, poza tym nie znoszą wsi!), a po drugie, co może
jest ważniejsze, są zbyt egotyczni, sfrustrowani, chwiejni, owładnięci
przeróżnymi obsesjami (najczęściej obsesją przemijania i śmierci),
by sprostać odpowiedzialności za drugą osobę. Większość z nich wyznaje
religię wolności od zobowiązań, toteż rozwody i zdrady są tu powszechne,
rzadko rozpatruje się je w kategoriach moralności. Związki z rodzicami
i dziećmi-powierzchowne, rodzinne spotkania "od wielkiego dzwonu"
nie są wynikiem potrzeby, lecz powinności. Do tego wszystkiego -łaźnia
psychoanalizy, w której kąpią się wszyscy, bez względu na to czy
ich neurozy są prawdziwe, czy wyimaginowane. Psychoanalityk zastępuje
nie tylko konfesjonał, ale często też przyjaciela. Znaczące w tym
kontekście wydają się słowa Annie Hall (swoista polemika ze znaną
myślą Johna Donne'a:Nikt nie jest samotną wyspą) skierowane do Alvy'ego:
Co takiego jest w Nowym Jorku ? To miasto umiera. Czytałeś "Śmierć
w Wenecji" ? Jesteś taki jak ten twój Nowy Jork! Jesteś WYSPĄ!
A to oznacza, że pewne "odległości" są już nie do odrobienia.
Annie odchodzi, ale pożegnanie utrzymane jest w miłym tonie, oboje
doceniają zmiany, jakie w nich zaszły dzięki temu związkowi i wiedząc,
że nie spełnią się już w nim, czekają na nowy, bardziej sprzyjający
samorealizacji. Bezboleśnie, bezproblemowo wyrzucają za siebie kolejne
nieudane uczucie...i szukają dalej.
Izolacja, odrębność, łatwość zawiązywania i zrywania więzi, "śmiercio-nośność":
to nowojorski spleen. I jak się tu nie identyfikować z tym miastem,
samemu będąc outsiderem? A zdaje się, że to najistotniejsza cecha
fanatycznych odbiorców tego kina, traktujących Allena jak wizjonera,
który miał odwagę zobrazować ich własne paranoje mieszczucha. Aby
prawdziwie głęboko odczuwać (nie tylko dobrze się bawić) rozstrój
psychiczny nowojorczyków, trzeba mieć duszę tego miasta i podlegać
tym samym huśtawkom "emocjonalnym", co ono.
Przystanek Flaneura
"W sytuacji życiowego kryzysu zakładam płaszcz i bez końca
chodzę po ulicach. Pewne miejsca są dla mnie pełne znaczenia, bo
wiążą się z którymś z kryzysów - ławka w parku czy barek, gdzie
zatrzymywałem się na ciastko i kawę."14
Woody Allen
Mickey Sachs, bohater "Hannah i jej siostry" pochłonięty
swoim kryzysem egzystencjalnym, zdecydowany wreszcie zastrzelić
się, chybia. Wstrząśnięty wybiega z domu i godzinami bez celu i
świadomości włóczy się po Manhattanie.
Benjaminowska koncepcja flaneura - " poznawanie miasta przez
mieszanie się z tłumem, chodzenie ulicami i nieoczekiwane zmiany
kierunku odpowiadające wiedzy zdobywanej intuicyjnie, nie przez
studia"15 - jest najbliższa Allenowi. Z reguły jest to wiedza
introspektywna, umożliwiająca zorientowanie się (lub zagubienie)w
swoich potrzebach wewnętrznych. Często przynosi ona katarktyczne
doznania, zwłaszcza, jeśli jak w przypadku Mickeya Sachsa, wędrówka
kończy się w kinie, swoistym neopogańskim miejscu kultu.
Każdy flaneur jest zarazem voyeurem, podglądaczem, doznającym przyjemności
z przeżywania cudzych doznań. Ulica i kino to dwa ulubione miejsca
Allenowskiego włóczęgi. Harry'ego Blocka, bohatera "Przejrzeć
Harry'ego" (1997) trafnie opisuje zdanie: jest zbyt neurotyczny,
by żyć w normalnym świecie, dlatego jego jedyną rzeczywistością
jest fikcja. Allen często mówi o swojej niechęci do rzeczywistości
( "a jest to, niestety, jedyne miejsce, w którym można zjeść
na obiad dobry stek!"16), o dziecięcych ucieczkach w świat
filmu, wreszcie o swoim pragnieniu kontroli nad rzeczywistością
poprzez próbę tworzenia świata, w którym sam pragnąłby żyć: "podobają
ci się ludzie, których stworzyłeś, sposób, w jaki się ubierają,
to, gdzie mieszkają i to, jak rozmawiają. I przez kilka miesięcy
( kręcenia filmu - przyp. N.S.) masz możliwość bycia w tym świecie.
Ludzie ci poruszają się w rytm pięknej muzyki i ty możesz także
w tym uczestniczyć. Dlatego zawsze można znaleźć w moich filmach
głębokie przekonanie o wyższości tego wyidealizowanego życia, o
wyższości fantazji zderzonej z przykrą rzeczywistością."17
Za przykład niech posłuży "Purpurowa róża z Kairu"(1985)
wymownie ukazująca brutalność zderzenia tych dwóch płaszczyzn. Bohater
tego "filmu w filmie", Tom Baxter, mówi: tam, skąd przybywam,
ludzie nie doznają rozczarowań. Świat poza salą kinową nikomu ich
nie skąpi, a happy end wcale nie jest oczywistością.
Zatem - fikcja ekranu, ale też fikcja ulicy. Zdarzenia (lub zderzenia)
obserwowane na chodnikach, ruchliwych arteriach i w ciemnych zaułkach,
bombastyczne, rzęsiście oświetlone wystawy sklepowe, billboardy,
reklamy, ekscentryczni ludzie - czyż nie jest to rodzaj filmu przesuwającego
się przed oczami wędrowca, filmu, w którym dominuje eskapizm i fantazmat
? Zwłaszcza jeśli "projekcji" towarzyszy muzyka, czyż
flaneur nie staje się wówczas widzem futurystycznego wideoklipu,
w którym - niech żyje wirtualność - może sam uczestniczyć, ale który
jest innym wymiarem, rodzajem fikcji właśnie?
Istnieje jeszcze jeden rodzaj "wstydliwej przyjemności"
włóczenia się - mianowicie odpoczynek w anonimowości. W nowojorskim
tłumie każdy bohater Allena jest mini - Zeligiem, bezpiecznym, bo
zintegrowanym z całością, z Baudrillardowską "milczącą większością."
Nikt nie zwróciłby na niego uwagi, nawet jeśli jego ubiór czy zachowanie
byłyby niekonwencjonalne. To miasto rozpieszcza i hołubi szaleńców,
za żadną cenę nie dopuszczając do wyrzucenia ich poza obręb społeczności.
Zastanawiające jest porównanie nowojorskich ulic a la Allen i "ulic
nędzy" Martina Scorsese. Ten drugi sięgnął do mroków, nizin
społecznych, odwiecznych brudów miasta, tam, gdzie wysublimowany
smak Allena nie poważyłby się dotrzeć. Kino twórcy "Chłopców
z ferajny" ( notabene-najlepszego, zdaniem Woody'ego, filmu
lat dziewięćdziesiątych ) to kino ukrytych w nieświadomości Allena
koszmarów, jakże innych od manii hipochondrii. Scorsese to Allen
a ' rebours. Dlatego aby dowiedzieć się czegoś o Nowym Jorku reżysera
"Manhattanu" - paradoksalnie - trzeba przejść przez "próbę
ognia" filmów twórcy rodem z Małej Italii. Ale to już zupełnie
inna historia.
Krytykowany za dialogi toczące się na ulicy, Allen odpowiada: "
tak właśnie wygląda życie miasta, opiera się na werbalnej komunikacji,
na nieustannym ruchu myśli."18Zatem - Nowy Jork jako medium,
spajające wielość zasiedlających go ogniw w jedną potężną sieć?
Z pewnością zbyt lukrowa i niewiarygodna jest ta myśl, zwłaszcza,
jeśli ma się w pamięci deklaracje alienacji wygłaszane z tej samej
ambony przez tego samego kaznodzieję. Ale pocieszający jest sam
fakt dialogu. Na ulicy czy w przepojonych charakterystyczną atmosferą,
ciepłych i przytulnych Allenowskich mieszkaniach bohaterowie dysputują,
spierają się, rozmawiają. Nie zawsze prowadzi to do stworzenia więzi,
często jest właśnie przyczyną jej rozpadu, ale w fascynującym, ekscytującym
krajobrazie metropolii, jak nigdzie indziej, łatwo jest wpaść na
inną "cząsteczkę" i albo odbić się albo przyciągnąć ją
do siebie. Na chwilę...
Przystanek końcowy
Tak naprawdę podróż do Nowego Jorku z Allenem jest jak wyprawa w
głąb siebie, to niekończąca się historia, która zawsze odnajdzie
swego słuchacza. Dla wielu nieosiągalny, mityczny stwór, przykucnięty
nad brzegiem Atlantyku uobecnia się w ekranowym misterium, a widz
w Ułan Bator czy Krakowie składa mu swoją bezkrwawą ofiarę z własnej
fascynacji i marzeń na jawie.
Allenowska pocztówka z Nowego Jorku ukazuje miasto sprzeczności,
nieprzyjazne i obce, ale z drugiej strony niepowtarzalne, energetyzujące,
niepokojąco zachwycające. Mit wsiąka w podatną glebę, czyniąc nas
jego wyznawcami, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Wszak utopie
są nudne, czyż nie? Allen dokonał rzeczy wielkiej: wybudował miasto
do którego można tęsknić przez całe życie z zupełnie irracjonalnych
przyczyn. No właśnie, na ile Nowy Jork jego niekwestionowanego księcia
jest projekcją także i jego marzeń, a na ile obrazem rzeczywistości?
To prawda, istnieją miejsca - tropy ( jak bar Elaine's widoczny
w "Manhattanie", mieszkanie Mii Farrow wykorzystane jako
wnętrze w "Hannah i jej siostry", Central Park, Michael's
Pub...)będące przejawem świadomego operowania przestrzenią, znajomą
topografią, ale i one są w pewnym stopniu wystylizowane, poza tym
reżyser ukazuje nam je zawsze poprzez pryzmat swoich postaci. Życie
prywatne Allena ( pomimo skandali, które stały się nawet kanwą bulwersującej
biografii Mii Farrow) strzeżone jest przed wścibskimi i nie łatwo
jest określić podobieństwo trybu życia bohaterów i ich twórcy. Co
nie znaczy, że nie traktujemy Alvy'ego czy Isaaca jako porte parole
Woody'go - on sam mówi, że "opisuje jedyne środowisko, które
dobrze zna,"19dodając następnie, że infantylne jest utożsamianie
go z jego bohaterami - " ja nigdy nie byłem facetem, którego
zwykle grywam (...), choć wszyscy moi bohaterowie noszą pewne moje
cechy, nie jestem żadnym z nich."20 Przewrotność czy szczerość
? Jaka jest prawda ? Czy rzeczywiście Allen nie mógłby istnieć poza
Nowym Jorkiem? A co z Europą, coraz częściej odwiedzanym przez niego
- zawodowo i prywatnie - kontynentem? Czy to tylko powrót do kolebki
kultury, podróż sentymentalna w ślad za mistrzami duchowymi, tak
często wspominanymi w jego filmach, czy czasem nie jest to ucieczka
od własnoręcznie utkanego mitu? Jak normalnie egzystować u boku
żyjącej legendy? Jak funkcjonować w mieście będącym bardziej stanem
umysłu niż aglomeracją, mieście - metaforze, mieście podlegającym
bezustannemu ruchowi konotacji, gdzie żadna ulica, żaden wysokościowiec,
żaden most nie jest autonomiczny, wyłączony z odwiecznej reguły
kojarzenia? Jak żyć ze świadomością, że jest się przez miliony uważanym
za winnego przemienienia metropolii takiej, jak inne, w tajemniczy
ogród znaczeń? Pierwsze próby rozprawienia się z legendą już się
pojawiły - myślę o "Celebrity" (1998), przez wielu uważanym
notabene za jeden z najbardziej [WS1]nieudanych filmów Allena. Bo
czyż można bezkarnie trywializować Soplicowo, Combray, Drohobycz?
Woody Allen stoi przed trudnym zadaniem. Wydostanie się z pułapki
miasta, tematów, bohaterów może być sporym problemem dla twórcy
o tak charakterystycznym, niepowtarzalnym i kształtowanym przez
lata stylu. Pozostaje wierzyć, że będąc nie tylko autorem, ale i
uważnym czytelnikiem, prędko odnajdzie nowe źródło inspiracji.
Czas pokaże. Co do nowojorskiego mitu jednak- jego pozycja wydaje
się być niezagrożona. I niech tak zostanie.
1 Saul Bellow w : Graham McCann, Woody Allen. Przekład A. Kołodyński.
Wydawnictwo "bis", Warszawa 1993, s.19.
2 G. McCann, s.19.
3 Jean Baudrillard: Ameryka. Przekład: R. Lis. Wydawnictwo "Sic!",
Warszawa 1998, s.24.
4 Ibidem s.25 - 26.
5 Wywiad Roberta Benayouna z Woody Allenem w: Film na Świecie 1980
nr2/3.
6 Ibidem.
7 Ibidem.
8 J. Baudrillard : Ameryka, str.2.
9 G. McCann, Woody Allen, s.39 .
10 Ibidem , s..38.
11 Ibidem , s.41.
12 J. Baudrillard Ameryka ,s.29-30.
13 Julio Cortazar "Gra w klasy" . Przekład: Zofia Chądzyńska.
Wydawnictwo Galeria 1998.
14 w: G.McCann Woody Allen, s.25.
15 w: ibidem, s.23-24.
16 Woody Allen Woody według Allena. Wywiad Stiga Björkmana. Przekład:
A. Piotrowska. Wydawnictwo Znak 1998, s.70.
17 Ibidem , s.70-71.
18 W. Allen Woody według Allena, s.101
Bibliografia:
Allen, Woody: Woody według Allena. Z reżyserem rozmawia Stig Björkman.
Wydawnictwo Znak, Kraków 1998.
Allen, Woody: Woody Allen o filmach 'Wnętrza' i 'Manhattan'. Wywiad
Roberta Benayouna. "Film na Świecie" 1980, nr 2\3.
Baudrillard, Jean: Ameryka. Wydawnictwo Sic!, Warszawa 1998.
Cortazar, Julio: Gra w klasy. Wydawnictwo Galeria 1998
McCann, Graham: Woody Allen. Wydawnictwo bis,Warszawa 1993
Filmografia:
"Przystanek Alaska", serial CBS, USA
Filmy Woody Allena wspomniane w tekście:
"Annie Hall" 1977
"Manhattan" 1979
"Zelig" 1983
"Danny Rose z Broadwayu" 1984
"Purpurowa róża z Kairu" 1985
"Hannah i jej siostry" 1986
"Złote czasy radia" 1987
"Strzały na Broadwayu" 1994
"Przejrzeć Harry'ego" 1997
"Celebrity" 1998
Filmy Martina Scorsese:
"Ulice nędzy" 1973
"Taksówkarz" 1976
"Chłopcy z ferajny" 1990