| Książka
- Woody Allen i jego kobiety, Zysk
i s-ka, 1999 |
Recenzuje: Piotr Gociek
www.latarnik.pl
Już na czternastej stronie książki (pod koniec prologu) znajdujemy
zdanie, w którym sam autor skromnie charakteryzuje swe dzieło: "to
książka wnikliwie analizująca człowieka, dla którego życie jest
głównie naśladowaniem sztuki". Dawno nie miałem do czynienia
z tak daleko posuniętą autoreklamą. Tim Carroll brnie dalej, starając
się udowodnić, że dorasta do poziomu swych przechwałek, i w książce
próbuje pełnić jednocześnie rolę analityka, krytyka filmowego i
biografa. Tak naprawdę mógłby pretendować jedynie do roli tego ostatniego.
Mamy bowiem w tej trzystustronicowej opowieści sporo faktów, wiele
anegdot, wypowiedzi ludzi tak czy inaczej z Allenem związanych,
szczegółów, na które miłośnicy kina zawsze są łasi; i przede wszystkim
czyta się tę historię dobrze - czasem nerwowo przerzucając kartki,
jak w dobrym kryminale. Daleki jestem zatem od odradzania lektury:
oto kolejna pozycja sytuująca się gdzieś na pograniczu biografii
i plotkarskiej opowieści, która może umilić czytelnikowi zimowy
wieczór albo dłuższą podróż pociągiem. Godne pochwały jest sięgnięcie
po wypowiedzi osób które znały Allena w jego latach młodzieńczych,
zwłaszcza że często są to cytaty z listów czy nagrań zdobytych przez
autora książki osobiście. Im bardziej zagłębiamy się w lekturę,
tym bardziej widać, że talentu kompilatora nie można Timowi Carrollowi
odmówić. Jednocześnie nie sposób przymknąć oczu na pewne grzechy.
Błąd pierwszy - tendencyjny dobór dowodów. Przez całą książkę przewija
się teza (nienowa zresztą), że życie Woody Allena (w szczególności
jego związki z kobietami) to pasmo życiowych doświadczeń przekuwanych
w materię filmową, a potem prób dostosowania się do własnego wizerunku
wykreowanego na potrzeby kina. Gdy potrzebne jest uzasadnienie,
okazuje się, że lista dowodów jest nader skąpa. Jak mantrę powtarza
więc Carroll tytuły filmów Annie Hall, Mężowie i żony, czasem jeszcze
Manhattan i Hannah i jej siostry. Związki między biografią Allena
i jego życiem osobistym są tu na pewno widoczne, daleko idące, a
czasem bolesne i dla niego, i dla osób, których życie stało się
przedmiotem artystycznej manipulacji. Tylko co z pozostałymi filmami,
skrzętnie przez autora pomijanymi? Czy Miłość i śmierć albo Sekskomedia
nocy letniej nie wnoszą niczego do omawianej materii? Ano wnoszą,
ale nie zawsze pasują do tezy. Z drugiej strony potrafi Carroll
przeoczyć związki wręcz oczywiste: rozmowa Diane Keaton z nawiedzonym
młodym artystą w Annie Hall to wypisz wymaluj odbicie dialogów prowadzonych
przez nią z młodym Alem Pacino (jak wyglądały, autor książki wie,
bo sam je opisuje!).
Błąd drugi - tendencyjny dobór dowodów. Gdy Caroll określa wartość
artystyczną poszczególnych filmów, często zdarza mu się powtarzanie
obiegowych sądów i ignorowanie wybitnych dokonań reżysera. Wychwala
na przykład wczesne filmy Allena, określając je mianem wspaniałych
fars w stylu Chaplina czy Keatona, przeciwstawiając je późniejszym
przeintelektualizowanym (jego zdaniem) nudziarstwom gubiącym element
komizmu. Cienie i mgła - jeden z najlepszych filmów reżysera - to
jedynie drobny przyczynek do zastanowienia się nad pytaniem "po
co Allenowi w filmach gwiazdy z pierwszych stron gazet". Danny
Rose z Broadwayu ma wartość jedynie jako dowód, że główny bohater
to filmowe odbicie agenta Allena z dawnych lat.
Błąd trzeci - tendencyjny dobór dowodów. Ostatnie rozdziały książki
to próba ostatecznego zamknięcia biografii Allena-człowieka i Allena-artysty.
"Woody Allena zapamiętamy jako człowieka, który dostarczył
swoim fanom wielu godzin znakomitej rozrywki. Pamięć o nim skąpana
będzie w magicznym blasku neonów nad manhattańskimi drapaczami chmur".
Tymi słowami Carroll grzebie reżysera już za życia, pochopnie uznając,
że skandal związany z Soon-Yi to koniec jego kariery i jego mitu.
Reputacja Allena jest zrujnowana, wiara w jego geniusz mocno nadszarpnięta
- podsumowuje Carroll. Mamy rok 1993. Rok wcześniej zainteresowanie
mediów sprawą Allen-Farrow sięgnęło zenitu. W tym momencie książka
Woody Allen i jego kobiety pojawia się na amerykańskim rynku. Nie
mam złudzeń - sprzedała się na pewno świetnie. Na plus trzeba Carrollowi
zaliczyć wyważony stosunek do skandalu z Soon-Yi. Autor nie dołączył
do chóru szarpiących Allena pismaków.
Minęło sześć lat i wiemy już, że Carroll wyprawił reżyserowi przedwczesny
pogrzeb. Allen ożenił się z Soon-Yi. Emocje opadły. Powstał szereg
wspaniałych filmów, choćby Strzały na Broadwayu, Jej Wysokość Afrodyta,
czy Celebrity. Allen wrócił nimi w szeregi kandydatów do Oskarów,
pokazał, że wciąż twórczo potrafi eksploatować swój wizerunek sprzed
lat (Przejrzeć Harry'ego), ale także udowodnił, że potrafi oderwać
się od opowieści o nieudaczniku w okularach i wygniecionych spodniach.
Łatwo krytykować post factum - o tym wszystkim Tim Carroll przed
laty nie mógł wiedzieć. Ale sam się nierozsądnie wychylił - czasem,
gdy ktoś nie potrafi się ustrzec od sądów nadmiernie kategorycznych,
wychodzi potem na głupka. Jestem przekonany, że losy kariery Woody'ego
Allena jeszcze nieraz sprawią takiego figla tym, którzy już za życia
chcieliby go zamknąć w szufladzie opatrzonej stosowną etykietką.