Newsweek
Akcja najnowszego filmu Woody'ego Allena rozgrywa się w latach 40.,
ale zawarta w nim diagnoza ludzkich uczuć brzmi bardzo współcześnie.
Detektyw C.W. Briggs jest w Nowym Jorku absolutnym mistrzem w demaskowaniu
oszustów wyłudzających odszkodowania od dużej firmy ubezpieczeniowej.
Pod wpływem hipnotyzera przestępcy sam jednak zaczyna okradać domy
ubezpieczone przez jego firmę. Kiedy hipnoza przestaje działać,
Briggs o wszystkim zapomina. W nocy perfekcyjnie rabuje, nie zostawiając
żadnych śladów, a za dnia ściga złodzieja - czyli samego siebie.
"Klątwa skorpiona", najnowsze dzieło Woody'ego Allena
- pastisz kina detektywistycznego lat 40. - to kolejna próba odkurzenia
starych konwencji filmowych. - To były czasy gangsterów i hazardzistów.
Muzyka była znakomita, a stroje piękne - mówi reżyser.
Allen przenosi widza w swoją ulubioną epokę. Przywołuje jej urok,
jej ulice, ludzi, drobiazgi życia codziennego, ale też specyfikę
egzystencji. O zdemaskowaniu detektywa C.W. Briggsa przez policję
powiadamiają rozgłośnie radiowe. Briggs chodzi potem przez cały
dzień po ulicach Nowego Jorku przez nikogo nie niepokojony, bo jego
zdjęcie pokażą dopiero jutrzejsze gazety. W erze telewizyjnej rozpoznano
by go natychmiast. Urzędniczki chodzą, kołysząc się z wyjątkową
gracją - bo tego spodziewają się od nich pracodawcy. Seksownie ubrane,
zawsze w butach na wysokich obcasach. Jedna z nich, doskonały fachowiec
od ubezpieczeń, panicznie boi się ujawnienia romansu z szefem, bo
w tamtych czasach oznaczało to natychmiastową utratę pracy. Bohaterom
filmu towarzyszy muzyka stylizowana na jazz lat 40.
Kiedy sam Allen, jako agent Briggs, pojawia się na ekranie, gra
z ostentacyjną, teatralną przesadą, jaka przyjęta była w kinie pół
wieku temu. Akcja kręcona jest długimi, statycznymi ujęciami przez
operatora, który nie używa podnośników, wysięgników ani nie najeżdża
kamerą na filmowany obiekt. Kolory w "Klątwie skorpiona"
są wyblakłe, jak na starych taśmach filmowych.
Moda na pastisze trwa w kinie już od kilku lat. Przyczyny są banalne:
w pogoni za nowymi hitami Hollywood wiecznie cierpi na brak oryginalnej
fabuły i nowych bohaterów. Tymczasem lata czterdzieste i modny dziś
postmodernizm otwierają przed producentami całą skarbnicę tematów
w zapomnianych gatunkach filmu.
W zeszłym roku pojawiło się na ekranach wiele filmów osadzonych
w stylistyce dawnych gatunków. Francuski reżyser Luc Besson, który
odniósł światowy sukces wzorowanymi na amerykańskim kinie gangsterskim
"Leonem Zawodowcem" (1994) czy "Nikitą" (1990),
wyprodukował film "Taxi 2" - pastisz amerykańskiego kina
sensacyjnego. Marsylski taksówkarz Daniel rozbija w nim japońską
mafię podczas brawurowych pościgów samochodowych w centrum Paryża.
Sekwencje naśladują słynne pogonie samochodowe filmowane w Los Angeles
czy San Francisco.
Do łask wraca też czarny kryminał. "Człowiek, którego nie było"
braci Coen utrzymany jest w konwencji historii kryminalnych z lat
40. i 50. Nakręcony na czarno-białej taśmie ma przywrócić świetlane
dni kina z Humphreyem Bogartem. Odżywa znowu świat drobnych cwaniaczków,
prywatnych detektywów i policjantów.
Kino sensacyjne pastiszuje zresztą nieustannie swoje największe
osiągnięcia. W zeszłym roku reżyser Robert Rodriguez nakręcił "Małych
agentów", film wzorowany na przygodach Jamesa Bonda. Aby zwiększyć
jego atrakcyjność, w rolach międzynarodowych agentów obsadził dzieci.
Wyposażył je w typowo bondowskie gadżety i postawił przed nimi zadanie
ratowania świata, z czego wywiązują się równie brawurowo jak agent
007.
Jednak najsłynniejszą stylizacją filmową zeszłego roku okazało się
"Moulin Rouge" w reżyserii Baza Luhrmanna z rewelacyjną
rolą Nicole Kidman, utrzymane w konwencji paryskiego kabaretu z
przełomu wieków. Nawet prezentowane w nim piosenki - hity z list
przebojów ostatnich kilkunastu lat - zyskały nową aranżację, która
upodabnia je do szlagierów wykonywanych 100 lat temu. Wszystkie
te filmy cieszyły się sporym wzięciem u publiczności. Zadziałała
tu bowiem zasada kumulowania atrakcji: widzowie zobaczyli świat
filmowy, który znali i lubili od bardzo dawna, ale w jego ramach
opowiedziano im nową historię.
Woody Allen postanowił jednak pójść o krok dalej. Wyłuskuje stare
środki literacko-filmowe do zaprezentowania i żartobliwego skomentowania
współczesności. Jednym z nich jest popularna w tamtych czasach hipnoza.
Zahipnotyzowani bohaterowie, zapracowani urzędnicy wielkich firm
poznają prawdę o sobie. Detektyw Briggs kradnie wprawdzie na rozkaz
hipnotyzera, ale właściwie robi to, na co miał ogromną ochotę przez
całe życie. Z kolei jego koleżanka i rywalka z biura - na co dzień
wyjątkowo twarda i bezwzględna - pod wpływem hipnozy okazuje ciepłe,
kobiece uczucia. Bo jak twierdzi Woody Allen, prawda o nas samych
jest zawsze ukryta, i to do tego stopnia, że bardzo trudno ją samodzielnie
odkryć. Pod błahą, komediowo-kryminalną fabułą "Klątwy skorpiona"
ukrywa się zapadająca w pamięć przypowieść o ludzkiej naturze.