| Hugh
Grant uczy Woody Allena |
http://www.e-zone.pl/
Woody
Allen ma marzenie - szybko się wzbogacić. O tym opowiada jego film Small Time
Crooks. Genialny komik gra Raya Winklera, kryminalistę-nieudacznika na zwolnieniu
warunkowym. Ray planuje napad na bank. Plan jest prosty: przejęcie pizzerii i
zamiana jej w "Ciasteczkowy raj". Oczywiście lokal znajduje się obok
banku. Gdy żona Raya, Frenchie (Tracey Ullman) będzie ugniatać ciasto, wynajęci
chuligani - jak się okaże, niezbyt rozgarnięci - mają wykonać tunel. Przewrotność
historii polega na tym, że to dzięki ciasteczkom Frenchie, owa proletariacka para
zdobywa fortunę, o jakiej nigdy im się nie śniło. Aby dopełnić dzieła, nowa manhattańska
elita przygotowuje się do kolejnego kroku. W tym celu zatrudnia Hugh Granta, nauczyciela
etykiety. Tak naprawdę Grant jest delikatnym, ale chciwym handlarzem sztuką...
Praca nad filmami Woody Allena ma niezwykłą atmosferę. Zespół, gra, styl
reżyserowania Allena powodują, że zdjęcia są bardzo przyjemnym doświadczeniem.
Tracey Ullman: Mnóstwo mówi się o pieniądzach. Nie ma mowy o negocjacjach.
Warunki są zawsze zbliżone. Ale dla równowagi jest sama praca z Woody Allenem.
W obsadzie znajdujesz się dlatego, że uważa, że nadajesz się do tej roli. Pracujesz
na wspaniałym scenariuszu. Nie ma potrzeby wielokrotnego powtarzania ujęć, prażenia
się w świetle reflektorów. Dlatego gra jest spontaniczna. Aktorowi pozostawiona
jest swoboda. To najwspanialszy z możliwych sposobów pracy.
Woody
Allen: Czasami pomysły pojawiają się nagle, innym razem spędzam w pokoju długie
godziny i nie mogę znaleźć żadnej inspiracji. Dużo przyjemniej pracuje się, kiedy
masz jakiś pomysł, który gdzieś, kiedyś przyszedł co do głowy. Zapisujesz go,
odkładasz do szuflady, później go przeglądasz ponownie i pracujesz nad nim. Tak
jednak zdarza się tylko czasami. Pytanie, które sobie zawsze zadaję, brzmi: czy
ten pomysł dokądś prowadzi ? Czy zaowocuje czymś wartościowym?
W Purpurowej
róży z Kairu wydawało mi się, że pomysł: facet, który wychodzi z ekranu i dziewczyny,
w której się zakochuje, a przynajmniej zaprzyjaźnia, jest bardzo zabawny. Zapisałem
to na 50 stronach, ale historia nie prowadziła donikąd, więc odłożyłem ją na pewien
czas do szuflady. Pół roku później wpadłem na pomysł, że byłoby zabawnie, gdyby
do tego małego miasteczka przyjechał równoległe z wyświetlaniem filmu występujący
w nim aktor. Też zakochuje się w dziewczynie. Ona musi wybrać między dwoma identycznymi
postaciami - z tym, że jedna jest prawdziwa, a druga nie. Wybiera tę prawdziwą,
tak jak to się dzieje w rzeczywistym świecie i cierpi, tak jak to ma miejsce w
realnym życiu. Wiedziałem, że mam już przed sobą historię, która dokądś zmierza.
Poza ekranem i na ekranie noszę te same ubrania. W prawdziwym życiu wyglądam
tak, jak odgrywane przeze mnie osoby. Nie jestem jednak tymi filmowymi postaciami.
W rzeczywistości jestem pewny siebie, bardzo zdyscyplinowany, pracowity, umiarkowanie
spokojny. Na filmach jestem rozchwiany wewnętrznie, nadwrażliwy. Jestem zaangażowany
w ekstremalne sytuacje, w których nie uczestniczyłem w rzeczywistości. Jest więc
między nami ogromna różnica. Scenariusz do Anne Hall napisałem wraz z Marshallem
Brickmanem. Wszystkie wydarzenia wymyśliliśmy w pokoju. Nigdy nie dorastałem na
Coney Island ani w okolicy, mój ojciec nigdy tam nie pracował. Nie spotkałem Diane
w ten sposób, nigdy nie zerwaliśmy ze sobą w ten sposób. Te wszystkie rzeczy nigdy
się naprawdę nie wydarzyły. Po ukazaniu się tego filmu ludzie byli przekonani,
że jest on autobiograficzną opowieścią. A ja naprawdę nie wiodę takiego życia,
jestem bardzo zrównoważony.
Ludzie są przekonani, że stroję sobie żarty,
kiedy o tym opowiadam: jako młodzieńcowi zabawna wydawała mi się wizja bycia przestępcą.
Chciałem zajmować się szwindlami albo zakładami. A nawet zastanawiałem się nad
inteligentnie zorganizowanymi włamaniami. Bardzo zabawnym elementem w Small Time
Crooks jest fakt, że to sklep, który miał być tylko przykrywką dla obrabowania
banku, a nie włamanie stał się źródłem bogactwa. Brakowało mi jednak drugiej części
opowieści, na razie nie wiadomo było, dokąd ona zmierza. Później jednak pomyślałem
sobie, jaki wpływ będzie miało bogactwo na styl życia Franchise. Bardzo ważna
w pisaniu jest dla mnie świadomość, że historia ma jakiś sens i do czegoś prowadzi.
Inaczej ma się czarujące pomysły, które się wypalają.
W przeciwieństwie
do innych scenarzystów- reżyserów, Woody Allen nie nalega na sztywne trzymanie
się scenariusza. Pozostawia aktorom margines swobody. Mogą zmieniać kwestie tak
długo, jak zgodne jest to z nicią przewodnią scenariusza,
Woody Allen: Zachęcam
ich do kreatywności. Nigdy nie mówię: "musicie to zrobić". Powtarzam
im, aby dodawali coś od siebie, rezygnowali ze zbędnych fragmentów, których nie
mogą zaakceptować. Zachęcam ich do tworzenia, nie przeszkadza mi to tak długo,
jak sceny wyglądają wiarygodnie.
Tracey Ullman: Scenariusze są wspaniałe,
nie chcesz nic w nich zmieniać, bo po co zmieniać coś, co jest perfekcyjne. Ale
kiedy jednak coś zmienisz i spotka się to z akceptacją , masz świetna zabawę.
Woody Allen: Siedzę tam przez cały czas i obserwuję, co robią. Jeśli coś zepsują,
poprawiam ich. Najczęściej współpracuję z aktorami i aktorkami najwyższej klasy,
którzy wspaniale pracują, lepiej niż ja to potrafię. Na samym końcu czerpię z
tego korzyści, bo oni zachwycają się, jak wspaniale została napisana jakaś scena,
zapominając, że to była ich własna improwizacja i poprawki, że to oni sami dodali
postaci coś ludzkiego. Ja się pod tym później podpisuję swoim nazwiskiem.
Kiedy
oglądam cały nagrany materiał, zawsze zaskakują mnie popełnione przeze mnie błędy.
W panice usiłuję przerabiać sceny, piszę je od nowa. W kontraktach z aktorami,
umieszczam klauzulę, że są zobowiązani do wzięcia udziału w ponownych zdjęciach,
jeśli uznam to za konieczne. Zawsze w budżecie uwzględniam pieniądze niezbędna
do powtórnych zdjęć.
Hugh Grant: Wydaje mi się, że kręcenie zajęło trzy tygodnie.
Ale potem przyszedł do mnie Woody i robiliśmy tysiące powtórek.
Tracey
Ullman o Grancie: Byłam zachwycona pracą z Hugh. Jesteśmy w tym samym wieku, pochodzimy
z tego samego kraju. Nie spotkaliśmy się wcześniej, ale on jest bardzo łatwy we
współpracy. Jest Rolls Roycem wśród aktorów. Ma wrodzona umiejętność zdobywania
ludzkich serc. Bardzo dobrze się bawiliśmy. Hugh lubi na sobie skupiać uwagę.
Jest szczególnie wrażliwy na punkcie butów. Długo je wybiera. Któregoś razu wybrałam
się na zakupy i przydarzyła mi się zabawna sytuacja. Ekspedientka stwierdziła,
że jestem drugą sławną osobą, która dzisiaj tu widziała. Pierwszą był Hugh Grant.
Hugh Grant o Tracey Ullman: Ma wspaniały talent komediowy. Jest bardzo dobrą
brytyjską aktorką. Swojsko jest występować na planie amerykańskiego filmu z inną
angielską aktorką budzącą takie zainteresowanie jak ja. Zwykle jestem spięty,
a ona jest zawsze taka rozluźniona, co wydaje się dziwne, zważywszy ile filiżanek
kawy wypija w ciągu dnia. Nigdy czegoś takiego nie widziałem.
Kiedy Woody
Allen bierze coś w swoje ręce, wiadomo, że wszystko świetnie wypadnie. Kwestia
tylko tego, jak dobrze.
Hugh Grant: Cieszę się z powrotu Woody Allena, z tego,
że przybrał błazeński strój. Już od dawna tego nie robił.
Tracey Ullman: Jest
po prostu najlepszy. Stworzył wspaniały scenariusz, który trzyma się kupy, jest
prawdziwy, zabawny. Nie ma zbyt wiele zbliżeń, na których aktorzy prezentowaliby
się jako gwiazdy: patrzcie i podziwiajcie, jaka jestem piękna i wspaniała.
Woody
Allen: Och, są dla mnie bardzo mili, ale wcale nie jestem najlepszy, choć jestem
dobry. Jestem przyzwoity. Jestem zabawną osobą i mam dużo szczęścia w pracy. Praca
w komedii jest wyjątkowo wdzięczna. To prawdziwe zrządzenie losu, że zostałem
obdarzony takim darem.