Garden Wren, Hollywood Watch / film.onet.pl
Woody Allen skończył w grudniu 70 lat. Na ekrany wszedł właśnie
jego 35. pełnometrażowy film pt. "Wszystko gra".
Od lat Allen
należy do najbardziej niezawodnych reżyserów amerykańskich - od 1970 roku tylko
cztery razy zdarzyło mu się nie zrealizować przynajmniej jednego filmu rocznie.
Można też przypuszczać, że tak płodny pozostanie jeszcze długo. Jego ojciec, Martin
Koningsberg, umierając w 2001 roku, miał 100 lat, a matka, Netty Koningsberg,
zmarła rok później w wieku 95 lat.
Ten pisarz, reżyser, aktor oraz zadeklarowany
wielbiciel Nowego Jorku jest nieprzerwanie obecny na scenie kinematograficznej
mniej więcej od czasu swego reżyserskiego debiutu w "Bierz forsę i w nogi"
(1969).
Poza światem ekranu Allen ewoluował od głupkowatego komika estradowego
w latach 60. do dziwacznego symbolu seksu dla intelektualistów w latach 70., od
jednego z najbardziej uznanych twórców filmowych w latach 80. do obiektu niewybrednych
plotek brukowców w latach 90. Dziś jest nestorem albo kimś mało znaczącym... zależnie
od tego, co akurat sądzi się o jego najnowszym filmie.
Jednak po obrazach
"Melinda i Melinda" (2004) i "Wszystko gra" (2005) głosy mówiące
o tym, że nie potrafi wyjść ze swojego własnego cienia, ustąpiły miejsca: "jego
twórczość przeżywa późny renesans". (...)
Karierę Allena można podzielić
na trzy różne okresy. Jako autor satyryczny oraz komik, początkowo zaistniał dzięki
niewyszukanym komediom opartym głównie na parodii gatunków - podobnie jak jego
kolega po fachu, Mel Brooks. Wczesne ich firmy odzwierciedlały jednak różne upodobania
- podczas gdy Brooks czerpał z filmów o potworach, westernów, kina niemego oraz
hitchcockowskiego suspensu, Allen parodiował filmy gangsterskie ("Bierz forsę
i w nogi"), dramaty rewolucyjne ("Bananowy czubek" z 1971), science
fiction ("Śpioch" z 1973) oraz europejskie epopeje ("Miłość i śmierć"
z 1975).
Dzieła te zdradzały błyskotliwość oraz zmysł parodiowy Allena,
były jednak tylko zwariowaną, niespójną serią gagów. Mówiło się nawet, że "Bierz
forsę i w nogi" uratował montażysta Ralph Rosenblum i choć Allen z każdym
kolejnym filmem coraz lepiej radził sobie jako reżyser, wciąż pozostawał na usługach
komizmu i nie chciał na tyle zaufać swoim bohaterom czy scenariuszowi, by na nich
oprzeć film.
Wczesny okres twórczości Allena zamyka jego pierwsze niekwestionowane
arcydzieło, "Annie Hall" (1977). Choć nadal panował w nim chaos, a komizm
wygrywał z kreacjami aktorskimi, film stał się wielkim przebojem dzięki porzuceniu
parodii na rzecz współczesnej komedii obyczajowej, zdobył Oscary w kategorii najlepszy
film, najlepszy reżyser, najlepszy scenariusz oraz nagrodę dla Diane Keaton za
najlepszą rolę kobiecą. (...) Ponadto w dużej mierze ukazywał postać samego Allena
jako komika - jego życie uczuciowe oraz zamożny Manhattan, na którym mieszkał
(...).
Sukces pozwolił Allenowi nabrać pewności siebie i zapoczątkował dojrzały
okres jego twórczości - wysublimowanych, ambitnych filmów, w których aktorstwo
i reżyseria były równie ważne jak komizm. W 1978 powstały "Wnętrza",
eksperyment w stylu Bergmana, (...) sprawnie wyreżyserowany, zeszpecony jednak przez
rozwlekły, całkowicie pozbawiony poczucia humoru scenariusz. Allen przekonał się,
że potrafi poradzić sobie z tradycyjnym dramatem, a równowagę udało mu się osiągnąć
w następnym filmie.
Jego kolejnym arcydziełem był "Manhattan"
(1979). Pewien niedowiarek nazwał go "pozbawioną śmiechu Annie Hall",
ale tak naprawdę film pełen był zabawnych scen, które tym razem wynikały z rzetelnego
odzwierciedlenia śmiesznych postaci. (...)
Następna dekada obfitowała w najlepsze
filmy Allena - więcej typowych komedii, takich jak "Zelig" (1983), "Danny
Rose z Broadwayu" (1984) oraz "Purpurowa róża z Kairu" (1985),
a także poważniejsze "Hannah i jej siostry" (1986), "Inna kobieta"
(1988) oraz "Zbrodnie i wykroczenia" (1989). Komedie z tego okresu miały
spójne fabuły oraz mocno zarysowane, dramatycznie zagrane postaci, które najczęściej
odtwarzała nowa muza i kochanka Allena, Mia Farrow, dramaty natomiast były ubarwione
elementami komediowymi. (...)
Lata 90. Allen rozpoczął dwoma dobrymi obrazami:
opowieścią fantastyczną "Alicja" (1990) oraz gorzką komedią małżeńską
"Mężowie i żony" (1992) - ale zanim film ten pojawił się na ekranie,
jego twórca został osaczony przez plotkarskie gazety, po czym nastąpił kres jego
szczytowej, artystycznej formy.
Odkrycie Mii Farrow, iż Allen romansuje
z jej adoptowaną córką, studentką Soon-Yi Previn, spowodowało spektakularny rozpad
ich związku. Pojawiły się też sensacyjne pogłoski, jakoby Allen wykorzystywał
seksualnie przybrane, nieletnie dzieci pary. Allen przyznał się do romansu z Previn,
jednak kategorycznie odrzucił oskarżenia o molestowanie. Nie pomógł mu scenariusz
filmu "Mężowie i żony", w którym wykładowca akademicki (Allen) rozstaje
się z żoną (Farrow) z powodu fascynacji jedną ze swoich studentek (Juliette Lewis).
Starannie
chroniący do tej pory swoją prywatność, Allen został zmuszony do publicznego ujawnienia
swojego życia osobistego, najpierw prasie, a potem w sądzie podczas bardzo burzliwego
procesu. Rozstał się z Farrow i w 1997 roku poślubił Previn, adoptował wraz z
nią dwójkę dzieci i skutecznie zaprzeczył oskarżeniom o wykorzystywanie seksualne.
(...)
W atmosferze skandalu wyprodukował "Tajemnicę morderstwa na Manhattanie"
(1993), "Strzały na Broadwayu" (1994), "Jej wysokość Afrodytę"
(1995) oraz musical "Wszyscy mówią kocham cię" (1996). Filmy te zalicza
się w poczet jego najlepszych komedii. (...)
Jedynym poważniejszym i głębszym
dziełem z tego okresu jest "Przejrzeć Harryego" (1997) - zjadliwy portret
hedonistycznego, zakłamanego wewnętrznie pisarza, którego zagrał sam reżyser.
Powszechnie mówiło się, że pierwowzorem głównego bohatera był Philip Roth, z którym
Mia Farrow związała się krótko po rozstaniu z Allenem.
W scenariuszach
filmów z lat 90. i tych nakręconych po 2000 roku Allen pojawiał się coraz rzadziej
- również na ekranie. Kiedyś odtwarzał większość głównych ról, teraz nie wystąpił
w "Celebrity" (1998), "Słodkim draniu" (1999), "Melindzie
i Melindzie" ani we "Wszystko gra" - zagrał tylko drugoplanową
rolę w "Życiu i całej reszcie" (2003).
W pewnym sensie prawdziwym
dokonaniem Allena jest propagowanie stylu kinematografii europejskiej w USA. W
Europie jest niezmiernie ceniony, zwłaszcza we Francji. Ale to nie powinno dziwić.
Jego silny autorski wkład, skłonność do włączania autobiograficznych wątków, aspołeczny
humor i absolutna obojętność na trendy panujące w Hollywood (...) - to cała kwintesencja
europejskości.
Urodził się w Brooklynie, mieszka na Manhattanie i również
akcję większości swoich filmów osadza w Nowym Jorku. Stąd niejako naturalny był
wybór, by to właśnie on reprezentował to miasto podczas rozdania Oscarów, gdzie
- pojawiwszy się po raz pierwszy od wielu lat - pokazał filmy nakręcone jako hołd
dla Nowego Jorku po atakach 11 września. Tymczasem jego ostatnie filmy: "Wszystko
gra" i "Scoop" (wejdzie na ekrany latem) zostały zrealizowane w
Londynie, a sam reżyser wyznaje ze szczerością, że praca tam była dla niego fantastycznym
doświadczeniem.
Jeśli więc ten amerykański dziwak stanie się teraz europejskim
twórcą filmowym, być może będzie to oznaczać, iż jego kariera zatoczyła łuk, który
rysował się powoli przez ostatnie czterdzieści lat.