Jacek Uglik, Lewą Nogą
Kobiety to nieskomplikowane istoty.
Wystarczy uderzenie w twarz
albo kulka z czterdziestki piątki.
Humphrey Bogart
... to słowa bohatera niejakiego Alana Stewarta Koenigsberga,
chuderlawego rudzielca w okularach, urodzonego 1.XII.1935 r. w
Brooklynie, Koenigsberga przechrzczonego kilka lat potem w Woody'ego
Allena, gościa nerwowo nawijającego o Freudzie, Czechowie i swoim
życiu seksualnym, Woody'ego Allena - sfrustrowanego i opanowanego
obsesją śmierci neurotyka; przegranego giganta, satyrycznego pisarza,
autora tomików krótkiej prozy, aktora i reżysera.
Allen nazywa siebie totalnym pesymistą, takie też kreuje postaci,
zamykając i ich i siebie w potrzasku, jak zamknął Allana Felixa
(Zagraj to jeszcze raz) nieszczęśnika "odrzuconego ze wstrętem
nawet przez zdeklarowaną nimfomankę, która spała z całą sekcją
smyczków nowojorskiej orkiestry filharmonicznej"(1), istotę,
która słysząc ostatnie słowa z ust porzucającej ją żony: "Mój
adwokat skontaktuje się z twoim", w geście rozpaczy odpowiada:
"Ja nie mam adwokata. Niech zadzwoni do mojego lekarza".
Felix zostaje sam, bez szans, stłamszony, pokonany. Jedyną nadzieją
jest nierzeczywistość, gdzie Allan Felix "oczyma duszy widzi
siebie z niedbale przyczepionym do kącika ust papierosem i piękną
kobietą u boku szepczącą w zachwycie: Mówili o tobie geniusz,
błyskotliwy, ale nie mówili, jaki z ciebie zwierzak. A wszystko
po to, by móc wycedzić przez żeby: Wybacz, że dałem ci w twarz,
ale zaczęłaś histeryzować, kiedy powiedziałem - dość"(2).
Woody Allen nie kryje się z ucieczką od świata, wręcz przeciwnie
- wyraźnie akcentuje niechęć do tego, co widzi, co zresztą stanowi
osobny powód do rozterek, bo "nie cierpię rzeczywistości,
a jest to, niestety, jedyne miejsce, w którym można zjeść na obiad
dobry stek"(3). Bohaterowie Allena wiedzą, że zwyciężyć w
świecie można tylko w jeden sposób: walcząc. "Zasada uczestnictwa
w igrzyskach naszej kultury jest prosta jak lufa rewolweru Humphreya
Bogarta - współzawodnictwo"(4). Oni z różnych względów, z
grubsza dzielonych na zewnętrzne i wewnętrzne nie są w stanie
zadaniu podołać. Więc uciekają.
Pomału obraz się rozjaśnia: upokorzeni (do Felixa dołącza Alvy
Singer - Annie Hall - ogarnięty niemocą nieborak: "przez
pół nocy głośno analizuje okoliczności zamachu na Kennedyego,
by odsunąć uwagę żony od zawstydzającego problemu własnej niedyspozycji"(5))
i odstawieni na boczny tor uciekają, a uciec mogą tylko do jednego
miasta, miasta "izolacji, odrębności, śmiercionośności -
do Nowego Jorku. - I jak tu nie identyfikować się z tym miastem,
samemu będąc outsiderem?"(6). No nie da się! W świecie Allena
gęsto jest od outsiderów, stąd niemożnością jest wyjście z kamerą
poza tę przestrzeń. Mimo nakreślonej tutaj jasności pojawia się
jakiś zgrzyt, albowiem panna nazwiskiem Schmidt w tekście "Woody,
książę (New) Yorku" owe mityczne miasto kreśli czarnym flamastrem:
"Allenowska pocztówka z Nowego Jorku ukazuje miasto sprzeczności,
nieprzyjazne i obce"(7), tymczasem Woody mówi tak: "To,
co oglądają państwo na ekranie, to moja wizja Nowego Jorku, która
z pewnością jest wyidealizowana. Zakątki, atmosfera, które pokazuję,
są starannie wyselekcjonowane. Uwielbiam to miasto. Jego rytm,
styl"(8). Tylko w Nowym Jorku zdarzają się cuda: "Kiedy
urwałem się ze szkoły i po raz pierwszy poszedłem do Paramountu,
po skończonym filmie nagle zapaliły się światła, podniósł się
zespół Duke'a Ellingtona i zagrał Wsiądź do tramwaju linii A najnormalniej
w świecie nie mogłem w coś takiego uwierzyć. Po prostu straciłem
głowę"(9). Allen nie kocha rzeczywistości, nie kocha przyrody,
nie kocha... a zresztą niech sam o tym opowie: "uwielbiam
miasto, nie kocham wsi, fascynuję się sportem, lubię jeść późno
i poza domem, cenię restauracje wymyślne i luksusowe, mogę spać
tylko przy włączonej klimatyzacji, nienawidzę zwierząt, większość
czasu uwielbiam spędzać przy pracy, myślę o życiu w sposób negatywny,
lubię nowojorski East Side, mierzę sobie temperaturę niemal co
dwie godziny"(10). Do tej wyliczanki dodajmy, że aktorzy
nie bardzo kochają przebywać z Allenem na planie; zamiast się
z nimi bawić, siada gdzieś w kącie i czyta Czechowa (choć moim
ulubionym pisarzem jest Turgieniew). Reżyser zdaje sobie z własnej
ułomności sprawę, wie że na jego planie filmowym trudno o pogodną
atmosferę, i jak przystało na komediopisarza puentuje: "Słyszałem,
że na planie filmów Mela Brooksa panuje niezła zabawa, aktorzy
czują żal, gdy zdjęcia się kończą. Jeśli chodzi o moje filmy,
są naprawdę wzruszeni, kiedy kończymy"(11). Allen jest facetem
problematycznym, nieprzystosowanym i to paradoksalnie dodaje mu
sił, potrafi żartować z siebie, swego podłego samopoczucia, strachu
i negacji. Widząc psujące się miasto, Nowy Jork XXI wieku, naprawia
je. Widzi to, co chce ujrzeć, "lata 20. 30., a także 40.
Olbrzymie futra i finezyjne kapelusze, wyrafinowane meble i fantastyczne
automobile, takie jak Bugatti. Wszystko to przyciąga wzrok, to
epoka rozkwitu życia artystycznego - teatru, kabaretu i jazzu.
Epoka Duke'a Ellingtona i Earla Hinesa. Złoty wiek Nowego Jorku"(12).
W tym świecie wiele się dzieje, wiele śmieszy - najczęściej pech
tych, którym towarzyszymy siedząc na sali kinowej: "Jeszcze
raz próbowałem popełnić samobójstwo, tym razem zamoczyłem nos
i wetknąłem go do kontaktu. Przepaliłem bezpieczniki i spaliłem
lodówkę"(13). Kiedy indziej Woody Allen, w czasach gdy bywał
komikiem, wyciąga z kieszeni klucz od pokoju, przez dłuższą chwilę
na niego spogląda i mówi: "Chodziłem sobie wczoraj po kasynie
i zauważyłem naprawdę piękną dziewczynę. Włożyłem jej do torebki
klucz od mojego pokoju. Dwadzieścia minut później wchodzę do pokoju,
rozglądam się i widzę, że zniknęła moja maszyna do pisania"(14).
Obok nieustannej komedii Allena toczy się całkiem poważny żywot,
żywot człowieka, który dość trzeźwo (za trzeźwo) patrzy na świat:
"Mnie najlepiej wychodzą komedie. Jestem w sumie twórcą nie
najwyższych lotów"(15). Na pytanie dziennikarza, czy aby
nie jest dla siebie zbyt ostry, mówi: "W życiu najłatwiej
o samozadowolenie. A najtrudniej o obiektywizm. Widziałem zbyt
wiele filmów Kurosawy, Renoira, Buńuela, Truffauta, Bergmana czy
Felliniego, żebym popadł w zachwyt nad własną twórczością"(16).
Tutaj wchodzimy na inny poziom rozważań, gdzie nie ma miejsca
na tak charakterystyczną groteskę. Allen najpierw wyjaśnia skąd
zainteresowanie tymi właśnie twórcami: "może ze względu na
moje częste depresje ciągnie mnie do takich pisarzy jak Kafka
czy Dostojewski i do takiego filmowca jak Bergman. Mam chyba te
same problemy, które prześladują także postaci stworzone przez
tych artystów - obsesja śmierci, obsesja Boga czy też raczej braku
Boga, pytanie o powód, dla którego jesteśmy tutaj"(17); a
potem opowiada jaki wysiłek należy podjąć, by osiągnąć wyżyny
twórcze: "pisanie nie przychodzi łatwo. Nauczyłem się wstawać
wcześnie rano i pracować nad tekstem; potem poprawiam go, ponownie
nad tym myślę, przekreślam całość i piszę od nowa. Nauczyłem się
pracować w ciągły, zdyscyplinowany sposób - nigdy nie czekam na
inspirację, lecz ją wymuszam wieczną pracą. Poprawiam coś tak
długo, aż jestem z tego zadowolony. Jest to sposób sprawdzony
przez różnych ludzi milion razy - od amatorskich filmów po Buńuela
- jeśli bowiem masz dobry scenariusz i nakręcisz go w kiepski
sposób, nadal może wyjść w miarę dobry film. Natomiast gdy masz
słaby materiał, możesz kręcić i kręcić, a większa część filmu,
niezależnie od stylu, w jakim go zrobisz, i tak nie będzie wiele
warta"(18). Stronnicy talentu zapewne są nieco rozczarowani
wystąpieniem Woody'ego Allena, lecz cóż... samo życie. Kto nie
pracuje, ten nie je. Nie śmiałbym jednak w ponurym nastroju kończyć
niniejszego zapisu, toteż na finał garść humoru, tym razem jest
to garść ex-małżonki Allena, Mii Farrow: "Woody nie znosi
wsi. Przez pół godziny po przyjeździe obchodzi jezioro, po czym
gotów jest natychmiast wracać do domu. W okresie, gdy pojawiają
się komary, można go zobaczyć w kapeluszu pszczelarskim. Nakłada
go i z powagą przechadza się w nim nad wodę. Oczywiście, nigdy
się nie kąpie w jeziorze. Nie dotknąłby takiej wody. Tam są żywe
istoty - mawia"(19). Niechęć do wody osiągnęła u Woody'ego
apogeum podczas kręcenia sceny do Seksu nocy letniej, w której
on i Mia wpadają do jeziora (w rzeczywistości robią to ich dublerzy).
Zamiast zamoczyć się, aby nakręcić ujęcie ich dwojga wychodzących
z jeziora, Woody stojąc w nim po kostki, wylał na siebie dwie
butelki wody Evian.
I to by było wszystko. Z jednym wyjątkiem. Dlaczego taki tytuł?
Nie wiem... Żartowałem...
Kiedy na firmamencie pojawia się taki ktoś jak Woody Allen, kto
pisze scenariusze, kręci filmy, gra w tych filmach, pogrywa na
klarnecie, słowem sięga po różne środki mowy, to takie zjawisko
w kulturze nosi miano skrzypiec Ingresa. Ingres był facetem, który
"znakomicie malował, a jeszcze lepiej grał"(20).
To już koniec. Odchodzę śpiewnym krokiem:
Woody Allen to miał szczęście
Że urodził się w tych Stanach
Bo nad Wisłą chlałby czystą
I miał tylko jeden krawat.
O autorze:
Jacek Uglik (ur. 1976) - wydawca artzine a blasfemia, autor tomiku
głowa szinet okonor, doktorant w Zakładzie Filozofii Współczesnej
Instytutu Filozofii Uniwersytetu Zielonogórskiego.
Przypisy:
(1) A. Saramonowicz, Woody Allen. Pociąg pod specjalnym nadzorem,
Machina 1997, nr 9. Tekst pobrany ze strony www.machina.onet.pl
(2) Tamże.
(3) Woody według Allena, z reżyserem rozmawia Stig Björkman,
przeł. A. Piotrowska, Kraków 1998, s. 70.
(4) A. Saramonowicz, Woody Allen..., op. cit., www.machina.onet.pl
(5) Tamże.
(6) N. Schmidt, Woody, książę (New) Yorku. Tekst ze strony www.ha.art.pl
(7) Tamże.
(8) Woody Allen - świr w Nowym Jorku, z reżyserem rozmawia Rafał
Niemojewski, Machina 2002, nr 3. Tekst ze strony www.machina.onet.pl
(9) E. Lax, Woody Allen. Biografia, przeł. E. i D. Wojtczakowie,
Warszawa 1998, s. 34.
(10) Tamże, s. 429-430.
(11) Tamże, s. 407.
(12) Woody Allen - świr w Nowym Jorku, op. cit., www.machina.onet.pl
(13) Woody Allen, Bez piór, przeł. J. Łaszcz, Gdańsk 1992, s.
14.
(14) E. Lax, Woody Allen. Biografia, op. cit., s. 180.
(15) Zwyczajny facet z fobiami, z reżyserem rozmawia Barbara
Hollender, Rzeczpospolita 2002, nr 44. Tekst ze strony www.rp.pl
(16) Tamże.
(17) E. Lax, Woody..., op. cit., s. 250.
(18) Tamże, s. 319.
(19) Tamże, s. 59-60.
(20) Zob. J. Gębski, Woody Allen - pisarz?, Literatura na Świecie
1989, nr 1, s. 258.