OBSADA: Will Ferrell: Hobie
Neil Pepe:
Al
Stephanie Roth Haberle: Louise
Nicolas Pernisco: Jack
Radha Mitchell: Melinda
Chloë Sevigny: Laurel
Chiwetel
Ejiofor: Ellis
Michael J. Farina: Facet z psem
Josh Brolin:
Greg
Jonny Lee Miller: Lee
Wallace Shawn: Sy
Larry
Pine: Max
Matt Servitto: Jack
Arija Bareikis: Sally
Brooke Smith (I): Cassie
Zak Orth: Peter
Andy
Borowitz: Doug
Amanda Peet (I): Susan
Shalom Harlow:
Joan
David Aaron Baker: Steve
Christina Kirk: Jennifer
Alyssa Pridham: Studentka aktorstwa
Katie Kreisler: Reżyserka
Quincy Rose: Asystent reżysera
Steve Carell: Walt
Richard Holmes (III): Gość na przyjęciu
Michelle Durning: Gość
na przyjęciu
Geoffrey Nauffts: Bud
Daniel Sunjata: Billy
Vinessa Shaw: Stacey
Alex Harder: Kelner (nie wymieniony
w czołówce)
Lauren Adler: Kelnerka (nie wymieniony w czołówce)
Gene Saks:
OPIS:
Artykuł Jacka Szczerby (gazeta.pl) Artykuł
Pawła T. Felisa (Kino) Janusz Wróblewski, Polityka Nowy
film Woody'ego Allena 'Melinda i Melinda' nie jest komedią ani tragedią, tylko
umiejętnym połączeniem obu tych - pozornie wykluczających się - konwencji. Allen
tu nie występuje, podobnie jak w ironicznej "Purpurowej róży z Kairu"
prawdziwym bohaterem opowieści czyni refleksję o iluzji. Tytułowa Melinda - urocza,
piękna i głęboko nieszczęśliwa dziewczyna, która cierpi z powodu miłosnego niespełnienia
- jest postacią fikcyjną. Na użytek kawiarnianej zabawy wymyślają ją dwaj dyskutujący
ze sobą pisarze. Jeden, z racji pogodnego usposobienia, pisze dowcipne, kończące
się happy endem teksty, drugi postrzega świat w czarnych barwach, zarażając wrodzonym
pesymizmem wszystkich swoich bohaterów.
W zależności od kaprysu i weny obu
artystów Melinda Allena przeżywa albo katusze, upatrując skutecznego rozwiązania
swoich erotyczno-egzystencjalnych problemów w szybkim samobójstwie, albo beztrosko
daje się porwać wirowi pożądania, sprytnie unikając zastawionych przez los pułapek.
Radha Mitchell - kolejna po Mii Farow muza Allena - spisuje się w podwójnej roli
znakomicie, ani przez chwilę nie dając widzom odczuć, że jest tylko marionetką.
W rezultacie ta wielopoziomowa gra między artystami i ich bohaterką sprowadza
się do prostej konkluzji: życie tak samo jak fikcja stanowi odbicie lęków tych,
którzy je kreują. Tylko czy bogowie wpadają w stany neurotyczne? Allen kpi z siebie
jako pisarza i reżysera i na prostym przykładzie tłumaczy swoim fanom, że "śmiech
to jedyny sposób, by oswoić lęk przed śmiercią".