Witam,
Poniżej przedstawiam swoje cztery typy. I od razu na wstępie wyjaśnienie: poniższe filmy sporo się od siebie różnią, ale i twórczość Allena nie jest przecież jednolita (jest tu groteska, komedia romantyczna, film obyczajowy, kryminał, dramat - do tego często występujace razem w różnych konfiguracjach), stąd też spory rozstrzał między moimi "propozycjami".
1. "After Hours" ("Po godzinach") - 1985
reż. Martin Scorsese
w roli głównej Griffin Dunne
Paul, nieco nieśmiały informatyk, jest znudzony swoją pracą w biurze. Jego życie jest chyba również bezbarwne - wyraźnie samotny, spragniony kontaktu z innymi (kobiety?

), przypadkowo poznaje w barze dziewczynę. Mimo, że jest trochę dziwaczna, chętnie bierze od niej numer telefonu, po czym jeszcze tego samego wieczoru dzwoni i wyrusza na spotkanie do nowojorskiego Soho. Tu będzie czekać na niego cały szereg niespodzianek i niesamowitych wręcz zwrotów akcji: pozna wiele przypadkowych osób, zabraknie mu pieniędzy na ostatnie metro, będzie się czuł winny samobójstwa swojej nowej znajomej, a ostatecznie będzie musiał uciekać przed tłumem rozwścieczonych mieszkańców - podejrzewających go o dokonanie szeregu włamań w okolicy...
Dla mnie jest to film bardzo "allenowski". Bohater - to drobnej budowy intelektualista "w garniturze", "allenowsko" zagubiony i nieśmiały, chwilami wręcz fajtłapowaty, zaś sytuacja, w jakiej z biegiem czasu się znajduje, staje się tyleż dramatyczna, co paradoksalna. To, co najbardziej różni ten film od typowo "allenowskiego" kina, to nieziemska wręcz "normalność" naszego bohatera (brak w nim jakiś fobii czy lęków) oraz bardzo bogata, rozbudowana akcja.
Gorąco polecam, bo to na prawdę świetny film, zaś kto go oglądał, ten zapewne dostrzegł jakieś podobieństwo...
2. "Bezdroża" ("Sideways") - 2004
reż. Alexander Payne
występują Thomas Haden Church, Paul Giamatti
Miles, typ życiowego pechowca (Paul Giamatti), ciągle nie może się otrząsnąć po odejściu żony. Do tego ma problemy z wydaniem swojej książki, co pogłębia jego depresję. Z ratunkiem stara się mu przyjść jego kumpel Jack (Thomas Haden Church), drugoplanowy aktor, który jest jego charakterologicznym przeciwieństwem. Za tydzień ma wziąć ślub i postanawia odbyć z Milesem swój wyjazd kawalerski, podczas którego objeżdżają kalifornijskie winnice. Miles, wytrawny znawca win, chce się przede wszystkim oddać degustacji szlachetnego trunku, podczas gdy Jack szuka okazji, by jeszcze... wyszaleć się

przed złożeniem małżeńskiej przysięgi. Sytuacja rozwija się, gdy obaj przyjaciele zapraszają na zakrapianą kolację dwie kobiety - Jack szybko wdaje się w płomienny romans, nietety nie ujawniając przy tym swoich małżeńskich planów, podczas gdy Miles zaczyna spoglądać na nowo zawartą znajomość bardzo poważnie...
Obaj bohaterowie noszą w sobie coś z "allenowskiego człowieka". Tak nieodpowiedzialne romansowanie Jacka, jak i zagubienie Milesa, poza tym wartości, marzenia i codzienność - wszystko to tworzą klimat w pewien sposób bliski filmom Woody'ego...
3. "Przypadkowa dziewczyna" ("Sliding Doors") - 1998
reż. Peter Howitt
wyk. Gwyneth Paltrow
Helen (Gwyneth Paltrow) zostaje wyrzucona z pracy. Gdy zrezygnowana wraca do domu, film ulega "rozszczepieniu" na dwie alternatywne akcje: w pierwszej wersji Helen spóźnia się na odjazd metra, którym wraz z innymi pasażerami odjeżdża nieznajomy - James. W konsekwencji Helen wraca nieco później do domu - zbyt późno, by przyłapać na zdradzie swojego partnera. Nieświadoma tego, żyje nadal w toksycznym związku i wkrótce podejmuje nieciekawą pracę. W drugiej, alternatywnej wersji Helen zdąża do metra, dzięki czemu wkrótce dowiaduje się prawdy o swoim kochanku, a w międzyczasie zawiera znajomość z Jamesem, która doprowadza ją do nowego, szczęśliwego związku i trafnych decyzji zawodowych. Czy wszystko zatem zależy jedynie od tego, czy zdążymy przed zatrzaskującymi się drzwiami metra...?
Bardzo ładny i pogodny, choć oczywiście miejscami dość gorzki film o miłości, rozczarowaniach i poszukiwaniu sensu życia - widzę w tym sporo z tego, co często można zobaczyć w kinie Woody'ego. Samo zaś skonstruowanie dwóch alternatywnych wersji akcji jest na swój sposób podobne do allenowskiej "Melindy i Melindy" (tam, jak pamiętamy, własne wersje pewnej historii rozwijali komediopisarz i dramaturg).
4. "Dogville" - 2003
reż. Lars von Trier
w roli gwnej Nicole Kidman
Mała społeczność amerykańskiej wioski ukrytej wśród Gór Skalistych okazuje gościnę dla Grace - tajemniczej nieznajomej, szukającej schronienia przed gangsterami. Pozornie życzliwi gospodarze wkrótce jednak ukazują swoje prawdziwe oblicze - coraz więcej domagają się od uciekinierki, stają się bezwzględni i okrutni, posuwają się do szantażu, a ostatecznie wydają ją ścigającym. Zaskakujące zakończenie - to swoisty rachunek sumienia i sąd nad ludzkim złem...
To ciężki i bardzo poważny film, i sam mam wątpliwości, na ile można znaleźć w nim podobieństwa do kina Woody'ego. Może nie aż tak dużo... Ale przecież Allen też podejmował tematykę moralności, winy i kary. Może znajdziemy tu jakiś punkt wspólny z takimi filmami jak "Zbrodnie i wykroczenia" albo "Strzały na Broadway'u" ("moralni" gangsterzy)? Łatwo też np. wyobrazić sobie w roli głównej Mię Farrow, która pasowałaby do roli niewinnej ofiary owej zakłamanej, barbarzyńskiej wręcz społeczności małego miasteczka (choć akurat Nicole Kidman odegrała tę rolę znakomicie)...
Nie wiem, sami oceńcie... Sam film jest niewątpliwie wybitny!
No, to tyle ode mnie. Nie traktujcie moich porównań zbyt dosłownie, bo nie o to przecież chodzi - rzecz w smaczkach, klimacie, przekazie
Serdeczności,
Harry